Manageria, czyli jednak jest im wszystko jedno 30.04.2008
Posted by marcoos in firefox, google, mozilla.trackback
A propos poprzedniej notki, a raczej mojego komentarza o Google’u…
Tak sobie pomyślałem — ciekawe, jak pan redaktor Piotr Wrzosiński z agorowej Managerii pogodzi wspomniany tam przeze mnie fakt, że Mozilla nie ogląda się na problemy Google’a z GMailem i szykuje się do wypuszczenia angielskiego Firefoksa 3 tylko z predefiniowanym Yahoo Mail — ze swoją hipotezą, jakoby Mozilla była od tego Google kompletnie zależna i że to już jest “GBrowser”. GBrowser bez GMaila, za to z jego głównym konkurentem?!
Ciekawi mnie też skrajny relatywizm pana redaktora. Otóż, interesujące jest, jak pan redaktor łączy swoją ogromną niechęć do tego, że Google ustawia cookiesa podczas pobierania listy antyphishingowej dla Firefoksa (co jest uznawane za błąd!) — z faktem, że jego własny pracodawca sprzedał wszystkich swoich użytkowników wraz z ich pocztą temu właśnie wstrętnemu Googlowi! Jeśli Mozilla ma drzazgę w oku z powodu tego cookie, to co ma Agora S.A., panie redaktorze? Co jest gorsze? Jedno cookie, które pozwala Googlowi stwierdzić, ilu unikalnych użytkowników ma zabezpieczenie antyphishingowe, czy cała korespondencja milionów użytkowników? Czy to znaczy też, że nie mamy już “Gazety Wyborczej”, tylko “GJournal”? ;-)
Wygląda na to, że Managerii jest wszystko jedno; publikuje, byle cokolwiek publikować, nawet trollingi niegodne pl.comp.os.advocacy, żeby tylko mieć “pejdżwiusy”… A z nimi ostatnio raczej kiepsko. I tak Agora niegdyś kojarzona z renomowanym dziennikiem, rozmienia się na drobne.
PS. Czytałem poprzedni “artykuł” red. Wrzosińskiego na ten temat i uznałem go za żenadę niewartą odpowiadania (inaczej uznała firma od “pi-aru” reprezentująca Mozilla Corporation w Polsce, i poleciała z tym do Tristana). Ale skoro mnie zacytował (i to chyba też tylko po to, żeby mieć o 3 akapity dłuższy artykuł, bo cytowana przez niego notka na blogu nie ma z tą sprawą nic wspólnego ponad to, że też jest o Firefoksie), no to skomentowałem… :)

Chyba Wrzosiński, przynajmniej taki podpis widnieje pod artykułem.
Witam,
Wrzosiński oczywiście :) Dzień dobry.
Strasznie przewrażliwiona z Was ekipa…
Po pierwsze z Agorą tylko współpracuję jako autor tekstów i nie mam nic wspólnego z decyzjami biznesowymi tej firmy. To dość oczywiste zresztą.
Poza tym wielokrotnie przyznawałem się zarówno do używania usług Google jak i korzystanie z Fx. Twój blog też śIedzę przez GReadera za pomocą Fx. I równie wielokrotnie pisałem o zagrożeniu dla prywatności, jakim jest dominacja Google. Zdecydowałem się nawet przetłumaczyć na polski “Scroogled” Doctorowa.
To żaden relatywizm - usługi Google są świetne.
jednocześnie dają tej firmie ogromną wiedzę, która może kiedyś stać się dla nas zagrożeniem.
Firefox też jest bardzo dobrym produktem. Ale jego współpraca z Google może się kiedyś okazać zagrożeniem dla użytkowników przeglądarki. Nie jestem jedyną osobą, dla której to całkiem realne zagrożenie.
Tekst o sukcesie Fx 2.0 w Polsce nie nawiązywałby wcale do poprzedniego, gdyby nie starania wspomnianej przez Ciebie firmy PR, która wydobyła dla nas ciekawe wypowiedzi na temat współpracy Mozilli z Google.
Warto zauważyć, że żadna firma o której dotąd pisaliśmy nie reagowała w tak emocjonalny sposób na artykuły na Managerii.
Teraz znów widzę oburzenie, mimo, że w tekście:
- gratulowałem Wam sukcesu
- podałem adres Twojego bloga
- przekazałem czytelnikom stanowisko Mozilli, cytując dosłownie Nitlota.
To trochę dziwne, nie uważasz? Może przydałoby się trochę dystansu i mniej “oblężonej twierdzy”?
W końcu teraz to Fx jest dominujący na rynku.
Pozdrawiam ze słonecznej Katalonii :)
Witaj Piotrze. Przepraszam, że tutaj, ale skoro zeszliśmy już na poziom komentarzy, to tutaj pozostańmy na chwilkę. Mam również nadzieję, że Internetowy zwyczaj mówienia na “Ty” nie zostanie uznany przez Ciebie za brak kultury.
Jestem członkiem projektu Mozilla i rzecznikiem prasowym na Polskę.
Pozwól, że wyjaśnię przyczyny takiej reakcji.
Twoje artykuły zwracają uwagę na problem prywatności. Zwłaszcza, w kontekście firmy Google, która tych danych o nas zbiera całkiem sporo.
Jest to temat ważny, temat, który dla nas wszystkich również jest priorytetowy i jak widać choćby w dyskusji w tym błędzie traktujemy taki problem jak owo ciastko, jako problem, którego jeszcze nie udało się rozwiązać, a nie jako “ficzer”.
Wydaje mi się, (ale nie pracuje w grupie d/s bezpieczeństwa Mozilli, więc mogę się mylić), że pomysł z izolowanym ciastkiem jest bezpieczny i dobry, mam nadzieję, że zostanie wdrożony w życie. Nic nie stoi na przeszkodzi, aby autorem poprawki był ktoś ze społeczności.
Mam nadzieje, że takie stanowisko jasno odcina Twoje podejrzenia o Mozilli jako “narzędziu Google do zdobywania danych”.
Natomiast spróbuje też wyjaśnić czemu tak bardzo zależało nam na kontakcie i odniesieniu się do podanych przez Ciebie informacji.
Po pierwsze i najwazniejsze. Bezpieczeństwo i prywatność to nasz słaby punkt. Nie przesadzę jak powiem, że “żyjemy tym”. Wyobraź sobie grupę na codzień wyluzowanych ludzi, uśmiechniętych, wesołych pracujących nad otwartm oprogramowaniem, którzy zamarzają z napięcia kiedy pojawia się problem bezpieczeństwa i działania całej firmy są natychmiast przestawiane na tor pracy nad poprawką. Ułamek tego napięcia widać w komentarzach Bugzilli.
Nie wstydzimy się tego, to nasz słaby punkt.
Kiedy ktoś go atakuje, czujemy się bezbronni, zwłaszcza, że w kwestii prywatności i bezpieczeństwa strasznie łatwo o podejrzenia, bardzo łatwo zniszczyć zaufanie, a bardzo trudno je zbudować.
Cieszymy się zaufaniem naszych użytkowników i walczymy, aby go nie stracić.
Żeby to odnieść do innej sytuacji to Twój artykuł był troche taki jakbyś napisał “Czy google na pewno umie wyszukiwać? Krążą pogłoski, że słabo im to idzie…” albo “Czy WOŚP na pewno zbiera pieniądze na dzieci a nie na narkotyki?” i tak dalej. Podważasz podstawę naszej pracy, i niestety bardzo trudno się przed tym obronić. Ty napiszesz “Google może zbierać dane”. I kropka. Co z tego, że Google zapewni, że tego nie robi, a my zapewnimy, że im ich nie dajemy? Dobrze wiesz, że takie podejrzenie trudno zmyć, i zaprzeczenie nie przekona zwolenników teorii spiskowych i tych, którzy chcą, żeby Google było ‘złe” bo za dobrze im idzie (to samo z Mozillą).
“Firefox też jest bardzo dobrym produktem. Ale jego współpraca z Google może się kiedyś okazać zagrożeniem dla użytkowników przeglądarki.”
W kontekście wszystkiego co napisałem powyżej - takie zdanie zostawia cień podejrzenia.
Czy masz świadomość, że zamknięty system operacyjny teoretycznie może przesyłać wszystkie dane z dysku do centrali producenta? Windows, MacOS? Nawet Linux, jeśli go nie kompilujemy sami. Czy to temat na artykuł?
Robimy co w naszej mocy, aby być otwarci, dostępni dla każdego i żeby sami siebie i naszych użytkowników zabezpieczyć przed tego typu zagrożeniami. Co jeszcze możemy zrobić, aby takie rzucanie podejrzeń nie miało miejsca? Czy może nic się nie da? Może ludzie potrzebują kopnąć każdego kto odnosi sukces, znaleźć ciemną strone we wszystkim, bo nie lubią jak coś jest po prostu “dobre” - moralnie “dobre”?
Piotrze, pisząc pierwszy artykuł o swoich przejrzeniach mogłeś się z nami skontaktować, zweryfikować podejrzenia i oddzielić podejrzenia typu “Twój ISP może śledzić Twoje maile”. Jak pewnie wiesz, ludzie łakną sensacji. Twój artykuł odbił się głośnym echem w Internecie i rozsiał plotkę… ludzie mają tendencje do upraszania, Ty napiszesz “możliwe, że w pewnych warunkach, teoretycznie mogłoby” a ludzie zapamiętają “Firefox kradnie dane”. Niestety tak działa ludzka pamięć :(
A my naprawde nie jesteśmy wielbłądami. Patrzcie nam na ręce, a pewnie! Ale prosimy, nie oskarżajcie nas o to, że “możemy zaszkodzić” skoro nigdy tego nie zrobiliśmy i nieszkodzenie mamy wytatuowane na czołach :)
To nie jest syndrom oblężonej twierdzy, to jest czuły punkt. Prosimy, ostrożnie z dotykaniem go, nie szafować oskarżeniami, podejrzeniami… a my postaramy się zaufania nie zawieść :)
W razie pytań zapraszam do kontaktu emailem (zbraniecki at mozilla dot com) :)
Pozdrawiam z pociągu na słoneczne Mazury ;)
Przepraszam za przekręcenie nazwiska. Pierwszy raz mi się to zdarza.
Wszelkie “Wy, zespół” w odniesieniu do tej notki są nie na miejscu - treści publikowane na blog.marcoos.com są wyłącznie moimi opiniami (chyba że wyraźnie zaznaczam, że jest inaczej), nie odzwierciedlają ani opinii całego Aviary.pl, projektu Mozilla ani mojego pracodawcy. Oficjalne stanowiska zespołu to to, co pojawia się na http://www.aviary.pl i to, co podsyłamy jako maile z domeny aviary.pl.
ja bym teraz wyciał RSS Aktualnosci z wyborczej na coś lepszego..
@Komentarz 5. (TN): W ramach odwetu?